Przemek, 27 lip 2011. Melbourne,Wiktoria
William Ricketts urodził się w Melbourne w 1898 roku. W 1934 r. kupił kawałek lasu w Górach Dandenong i założył w nim coś co nazwał „Potter’s Sanctuary”. Ricketts był jak najbardziej białym Australijczykiem, ale poczuł głęboką więź z pierwszymi Australijczykami i spędził wiele czasu w centralnej Australii poznając życie tamtejszych Aborygenów.
Swoje sanktuarium przekształcał stopniowo w miejsce sprzyjające wyciszeniu i duchowej odnowie umieszczając w nim galerię rzeźb ceramicznych, w większości przedstawiających postaci Aborygenów lub australijskich zwierząt. Galeria umieszczona jest w scenerii wiktoriańskiego lasu deszczowego, wśród eukaliptusów Mountain Ash oraz wielkich drzewiastych paproci. Symbolika rzeźb mówi wiele o ich autorze. Pełno tam postaci cierpiących Aborygenów, białych zdobywców-niszczycieli oraz zwierząt pozabijanych choćby po to aby zrobić miejsce dla miasta Melbourne.
Ricketts mieszkał na terenie swojego sanktuarium bardzo długo, zmarł w 1993 roku w wieku 94 lat.
Więcej informacji o sanktuarium na stronach Parks Victoria, gdzie można pobrać również pliki mp3 zawierające głosowy przewodnik po parku (na miejscu udostępniany za opłatą $5). Wstęp do parku jest od 2010 roku darmowy.
Jeszcze podaję link do mapki.
Zapraszam poniżej na galerię zdjęć z sanktuarium Williama Ricketta.

Czytaj dalej »
Przemek, 22 lip 2011. Życie w Australii
Przenieśmy się dzisiaj do Melbourne roku 1864. Rzecz dzieje się w wyobraźni nieocenionego Juliusza Verne i wzięta jest prosto z książki „Dzieci kapitana Granta”. Uczeń „szkoły normalnej” z Melbourne, Toliné, rozmawia ze sławnym geografem Paganelem. Proszę uważać, bo mistrz Verne nie ma tutaj litości. Zaczynamy…
- Uczniu Toliné – mówił dalej Paganel – wylicz mi pięć części świata.
Czytaj dalej »
Monika, 9 lip 2011. Życie w Australii
Jesteśmy na wieczornym spacerze w city, a później szybka przekąska w Crown. Tomek po spałaszowaniu tacki sushi za 10 dolarów, nadal rozgląda się za czymś do jedzenia. Mówię mu by poczekał i dostanie ciasto na deser, jako że Ewa jeszcze je. Chodzi po sali i nagle przybiega do mnie i mówi:
- Mamo, mamo szybko tam dają jedzenie za darmo!!!
- Ależ Tomku z reguły niczego w takich miejscach nie ma za darmo.
- No mamo, mamo chodź no mówię ci że dają tam za darmo.
Podchodzę do stoiska, do którego Tomek mnie zaprowadził i patrzę i nic nie wiedzę. Na to mój syn
- No zobacz, tam do góry jest napisane „free range chicken”, on jest za darmo, czy możesz mi go zamówić? (free range chicken- jest to kurczak, który biega sobie na trawce a nie jest żywiony w klatce zanim trafi na ruszt).
Skończyło się na ciastku czekoladowym…..
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Tomek drugi raz był na mszy jako ministrant. Mówi, że mu się podoba, bo ostatni wchodzi do kościoła i pierwszy nawet przed księdzem z niego wychodzi
.
Przemek, 8 lip 2011. Życie w Australii

Powyższe zdjęcie pozwoliłem sobie (dla celów dydaktycznych) podkraść z jakiegoś artykułu z serwisu news.com.au. Tematem artykułu nie było wcale nieprawidłowe trzymanie ołówka, ale ja pozwolę sobie właśnie tego zdjęcia użyć jako ilustracji tego, dość powszechnego w Australii, zjawiska.
Czytaj dalej »
Przemek, 5 lip 2011. Polska,Życie w Australii
…bo listonosz… płynie.
Ostatnio któryś ze znajomych w Australii otrzymał kartkę świąteczną wielkanocną, z Polski rzecz jasna (mamy lipiec już jak pamiętacie). Przy tej okazji przypomniało mi się, że my na Wielkanoc też dostaliśmy kartkę.
Bożonarodzeniową.
Możecie się śmiać, ale mnie to wk… Skąd ten biedny człowiek idący na Pocztę Polską ma wiedzieć, że list musi być z priorytetem??? Bo jak nie to poślą go okrętem i to raczej żaglowcem, bo normalny statek płynie teraz do Australii 3 tygodnie, a nie 3 miesiące. A może, tu zgaduję, nawet panienka w okienku na poczcie nie wie, że list zwykły popłynie statkiem? To jest jawne robienie idioty z klienta.
Skąd w ogóle ten pomysł żeby listy wysyłać statkiem? Poważnie pytam. Jeśli ktoś wie to niech mi wyjaśni, bo naprawdę nie pojmuję.
Proszę Państwa, jeżeli jakimś przypadkiem ktoś z Poczty Polskiej czyta te słowa to donoszę: wstyd nam przynosicie przed światem. Przecież ludzie z Australian Post muszą umierać ze śmiechu gdy dostają kartki ze św. Mikołajem na Wielkanoc.
Jak to się robi w Australii? Zwyczajnie, nic specjalnego. Pisze się kartkę, nakleja zwykły znaczek (koszt bodajże ok. $1.30) i za 5 dni odbiorca w Polsce ma kartkę w skrzynce.