Niedawno biuro firmy, w której pracuję przeniosło się do innego biurowca. Nie mam więc już za oknem widoku na tor Formuły 1 (co zresztą mi się już znudziło) i nie mam mola w St Kildzie w zasięgu spaceru. Nowe biuro mieści się jakieś 2km (i 200 numerów, bo na tej samej ulicy) bliżej City, tuż obok ogrodów botanicznych.
Kto był w Melbourne ten wie, że tutejszy botanik to prawdziwa perełka wśród ogrodów. Wybrałem się więc na spacer do botanika w tym tygodniu, tym bardziej, że zima nas na razie bardzo rozpieszcza, pogoda jest wyśmienita i zachęca do wyjścia na dwór.
Zobaczcie więc jak wyglądają Królewskie Ogrody Botaniczne w Melbourne w środku zimy. Mam nadzieję tą notką zapoczątkować serial spacerów po botaniku i jego podglądania w różnych porach roku.
Na zdjęciu roślina, o której do niedawna byłem przekonany, że pochodzi z Australii. Tymczasem kwiat ten ma swoją polską nazwę: trytoma groniasta (po angielsku: red hot poker) i pochodzi z… południowej Afryki. W Melbourne jest niezwykle popularna i chętnie sadzona w ogrodach (mamy ją też u nas przed domem).
Jeśli ktoś jeszcze tego nie widział to miłego oglądania. To reklama Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Melbourne z Jackiem Komanem, na co dzień mieszkańcem Melbourne, w roli głównej… To tylko półtorej minuty, ale proszę usiąść wygodnie…
Piękna czerwcowa niedziela, po błękitnym niebie są mało groźne chmurki. W ostrym słonku domki plażowe prezentują się całkiem ładnie.
Każdy kto wyjdzie jednak na tę plażę przekona się szybko, że to południowa półkula i trwa właśnie zima. Na plaży w Edithvale jest jakieś +15 st.C.
Wiatr wiał jednak taki, że głowy chciało urwać (tak to ująłem mało obrazowo żeby nie obrażać Kielc). Zwróćcie uwagę na poniższym zdjęciu na ten sunący po plaży drobny piaseczek: podobnie wygląda czasami śnieg w mroźny dzień w Polsce. Co ciekawe wiało tylko na samej plaży, bo już parę metrów w głąb lądu robiło się cicho i przyjemnie. Zrozumiałe więc, że plażowiczów zbyt wielu się nie spotka… Gdzieś w oddali tylko jakieś pojedyncze polarne niedźwiedzie.
Tak naprawdę ma te urodziny tylko w Australii, gdzie informacje dochodzą późno. Królowa urodziła się 21 kwietnia (roku nie wypada kobiecie wypominać), a w Australii święto z tej okazji jest obchodzone dopiero w drugi poniedziałek czerwca (i to też nie w całej Australii, na zachód kraju wiadomości dochodzą jeszcze później…).
Jeśli komuś się wydaje, że jest to najdziwniejsze święto państwowe to się myli. W tej kategorii palmę pierwszeństwa niezagrożenie dzierży Melbourne Cup, czyli święto państwowe z okazji gonitwy końskiej obchodzone w pierwszy wtorek listopada i w dodatku tylko w Melbourne (nawet nie w całej Wiktorii).
Urodziny Królowej to bodajże najstarsze święto Australii. Po raz pierwszy zostało ogłoszone przez Artura Phillipa w dniu 4 czerwca 1788 z okazji urodzin króla Jerzego III. Przez całe lata obchodzone było dokładnie w dzień urodzin monarchy, aż dopiero po śmierci Jerzego V w 1936 roku postanowiono zrobić z tym porządek. W wersji bardzo australijskiej rzecz jasna…
W Australii bowiem święta ustalane są najczęściej według potrzeb, a nie kalendarza.
Niektóre z nich od razu wypadają dobrze i nie trzeba ich przesuwać: Czytaj dalej »
Pamiętam, że kiedyś, w czasie jednego z kazań ksiądz mówił, że każda rodzina powinna mieć własną historię. Taką legendę, którą można opowiadać zawsze wieczorami i słucha się z przejęciem, niedowierzaniem i wiarą w dobro. W moim życiu było już kilka takich rozdziałów , takiej opowieści. A dzisiaj, także jeden z nich stał się udziałem mojego syna.
Żeby zobaczyć jak wygląda Uluru (Ayers Rock) na górze nie trzeba się koniecznie na skałę wspinać. Można też wyjrzeć przez okno samolotu gdy się akurat (przypadkiem) obok przelatuje.
Zimą w południowej Australii słonko zachodzi wcześnie. Nie aż tak wcześnie jak w Polsce, ale i tak po pracy nie ma co liczyć na promienie słoneczne. Ale coś za coś: latem mamy za to dłuższe dni. Poniższe zdjęcie zrobiłem w Albert Park w ostatni czwartek o godz. 17:03. Taki sobie kiczowaty zachodzik, ale fajnie się to ogląda na żywo.
Zima jest w ogóle dobrą porą roku na nocne sesje zdjęciowe, bo nie trzeba do późna czekać i więcej świateł w biurowcach się pali. Trzeba będzie ten fakt jakoś wykorzystać.
Umownie przyjęło się, że 1 czerwca to początek kalendarzowej zimy w Australii. Dobra to okazja na krótki spacer z aparatem, tym bardziej, że pogoda znakomita: temperatura +19 st.C (ale rano był lekki szronik).