Tak szczerze mówiąc to wiemy o tej powodzi pewnie tyle co Wy: oglądamy wiadomości w TV. Powódź jest rozmiarów oszałamiających. Media lubują się w porównaniu wielkości obszaru objętego powodzią do połączonych obszarów Niemiec i Francji.
Trudno z doniesień medialnych wyciągnąć konkretne liczby, ale Francja i Niemcy mają razem ok. 1 miliona km2. Cały stan Queensland to 1,7 mln km2. Powódź obejmuje więc około 2/3 obszaru stanu.
Teraz, uwaga uwaga: na tych 2/3 terytorium stanu Queensland mieszka 200 tys. ludzi. Ludność całego stanu to 3,8 miliona. Inaczej pisząc: 66% terytorium stanu zamieszkane jest przez 5% jego ludności.
Jakby ktoś się kiedyś pytał dlaczego w Australii jest taka nierównomiernie rozłożona gęstość zaludnienia to tutaj ma właśnie odpowiedź.
W tym tygodniu w wiadomościach w TV widzieliśmy taką scenkę: Reporterka w supermarkecie w Rockhampton pokazuje jak mieszkańcy wykupują całą żywność, przygotowując się na nadejście kulminacyjnej fali. Podchodzi do jednego Ozika i pyta:
- co zamierzasz robić dzisiaj wieczorem?
- obejrzę pewnie jakiś film na DVD, jak wszyscy – odpowiada bez mrugnięcia okiem Ozik.
To jest właśnie taki kraj: średnio rocznie pada 450mm deszczu, ale rzadko zdarza się taka właśnie ilość. Częściej bywa, że jest pod rząd kilka lat suszy, a potem nagle spada tyle wody, że zalewa prawie wszystko.
Gdy oglądacie zdjęcia z powodzi w telewizji to zwróćcie uwagę na domy. Ogromna część z nich to queenslandery, zbudowane na palach. Mieszkańcy Queensland twierdzą uparcie, że domy buduje się w ten sposób NIE w obawie przed wodą, ale żeby się lepiej wietrzyły od spodu. Tere fere.
Słyszy się opinie, że jest to powódź rozmiarów biblijnych, największa od 100 lat. Trzeba by się tutaj posłużyć konkretnymi liczbami, ale „największe” powodzie zdarzają się w Queensland dość często. Dla przykładu, żeby nie sięgać za daleko pamięcią, powódź z marca 2010 została przez jednego z ministrów Qld określona jako największa od 120 lat, natomiast powódź z lutego 2009, która również pokryła 2/3 powierzchni stanu, relacjonował w swoim czasie Harom. Byłbym więc ostrożny z ocenami.
Jakiś czas temu planowaliśmy z Moniką wypad we dwoje na romantyczny weekend w styczniu 2011. Już prawie, prawie padło na Mackay (w Queensland), ale w końcu zmieniliśmy zdanie.
Ten rok jest w Australii mokry nie tylko w Queensland. Mieliśmy powodzie również w Wiktorii (trochę) i w Nowej Południowej Walii (więcej niż trochę). Susza wciąż trwa w Zachodniej Australii, ale myślę, że i na nich przyjdzie kolej. Pozytywne tego efekty są takie, że znacząco podniósł się poziom wody w zbiornikach. W Queensland zbiorniki się już przelewają, a w Melbourne dopiero niedawno przekroczyły 50% (było już poniżej 30%). Za to jezioro Lake Eildon, którego suche dno pokazywaliśmy kiedyś, wypełnione jest już w 76%. Trzeba będzie to nowum obejrzeć.
Jeszcze:
Dopisek z 11 stycznia:
Mój wpis szybko stał się nieaktualny. Powódź objęła swoim zasięgiem najpierw miasto Toowoomba, a teraz stolicę stanu: Brisbane. Na tym obszarze mieszka znacznie więcej niż 5% ludności stanu Queensland. Przy okazji przypomniano sobie kiedy ostatnio była taka wielka powódź: otóż w 1974 roku.