Przemek, 27 wrz 2010. Melbourne
Ciepło zrobiło się już w sobotę. Nie wiem czy to Wielki Finał AFL tak rozgrzał atmosferę „najlepszego z miast”, czy po prostu czas najwyższy na wiosnę. Wielki Finał tymczasem zakończył się… remisem. Po finałowej syrenie zawodnicy obu drużyn usiedli w konsternacji na murawie, aby się dowiedzieć, że nie będzie dogrywki, ale finał zostanie powtórzony za tydzień…
Plotki mówią, że winna jest premier Gillard, która przyszła osobiście na mecz. Ostatnio zaś czego panna premier się nie tknie kończy się remisem…
W niedzielę zaś całe Melbourne postanowiło chwycić trochę tego ciepła (raptem 20 st.) i wyległo tłumnie na plaże. Poniżej na zdjęciu znana stałym czytelnikom świetnie plaża w Williamstown:


odważnych nie brakowało, mimo że temperatura wody w zatoce nie przekracza znacząco 10 st…

ładny domek przy plaży

koneserzy motoryzacji wyciągnęli z garaży swoich pupili
na zdjęciu Holden z lat 50-tych XX w.
Czytaj dalej »
Przemek, 22 wrz 2010. Blog
Robię małe porządki na stronie. Blog zostaje z dniem dzisiejszym przeniesiony na łatwiejszy adres:
http://antypody.info/blog
Mam nadzieję, że starym czytelnikom uda się szybko wklikać w nową lokalizację. Stracimy trochę na wynikach wyszukiwania w Google, ale to, mam nadzieję, problem przejściowy i wyszukiwarka szybko zindeksuje sobie nowe adresy.
Wszystkich linkujących do naszego bloga proszę o zmianę adresu na wyżej wymieniony.
Będę również wdzięczny za zgłaszanie innych zauważonych problemów, najlepiej drogą mailową (formularz kontaktowy w górnym menu).
Przemek, 20 wrz 2010. Melbourne,Życie w Australii
Australijczycy (przynajmniej ci z Melbourne) względnie przyjaźnie odnoszą się do imigrantów. Nie mają specjalnie innego wyjścia, bo pewnie z połowa mieszkańców Melbourne urodziła się poza Australią i jakoś z tym trzeba żyć…
Bardzo często jednak na początku znajomości, w czasie rozmowy, między pytaniami o to jak ci się tutaj podoba (musi się podobać, inna odpowiedź to potwarz) i dlaczego wolisz Melbourne od np. Sydney, pada lakoniczne pytanie:
- Drużynę futbolową już sobie adoptowałeś?
Bardzo łatwo jest zlekceważyć to pytanie (jak mi się to wielokrotnie zdarzyło) odpowiadając, że dziwny to jakiś sport ten tutejszy futbol i znacznie chętniej obejrzałbyś piłkę nożną na dobrym poziomie, ale nie masz siły wstawać o 4 rano na mecze Europejskiej Ligi Mistrzów…
Tymczasem to zadane niby mimochodem pytanie jest absolutnie kluczowe. Czytaj dalej »
Przemek, 14 wrz 2010. Blog
Ponieważ spotkał nas zaszczyt bycia otagowanymi, to pozwolę sobie odpowiedzieć na to wezwanie, modyfikując lekko zasady zabawy. Blog ma dotyczyć Australii, więc i moja odpowiedź pozostanie w jej obrębie.
Zatem co lubię w Australii:
- patrzeć na skaczące kangury
- śmiech kookaburry
- wietnamską zupę wołową na Victoria Street w Richmond (szczególnie podczas randki z żoną)
- curry laksę – jak widzicie lubię jeść i to mnie kiedyś zgubi
- kawę „flat white”
- wędrówki po australijskim buszu
- widok na ocean (szczególnie z Mornington Peninsula)
- piątek po południu
- jeździć palcem po mapie
- czytać dzieciom wieczorem książkę
Blogów żadnych nie polecam, ale zapraszam do odpowiedzi na to samo pytanie:
Przemek, 8 wrz 2010. Życie w Australii
Wczoraj w Australii zakończył się ponaddwutygodniowy okres niepewności politycznej i niezależni posłowie zdecydowali o pozostawieniu na stołku premier Julii Gillard. Nie spełniła się więc moja przepowiednia, że trzej niezależni ze wsi poprą Koalicję
To oznacza, że mogę już spokojnie uchodzić za specjalistę od spraw australijskich: dobry specjalista nic nie umie przewidzieć, ale za to ładnie wyjaśnia post factum jak to się mogło stać
.
Tak naprawdę decyzję podjął poseł z okręgu Nowej Anglii w NSW, Tony Windsor, bo liczy na szybki internet na outbacku. Bob Katter z północnego QLD o dziwo, wbrew przewidywaniom Haroma, wyłamał się z trójki popierając Koalicję, a ostatni z trzech, Rob Oakeshott z NSW, wyraźnie złamany wygłosiwszy półgodzinną przemowę, w której sakramentalne słowa padły dopiero na końcu (czym niemal doprowadził do rozpaczy słuchaczy), poparł ostatecznie Julię Gillard gdyż inne rozwiązanie skutkowałoby patem 75:75 i nowymi wyborami w krótkim czasie.
Rezultat jest więc taki, że teoretycznie rząd może liczyć na 76 głosów (w tym 72 własne + 1 zielony + 3 niezależnych), a opozycja (czyli Koalicja) na 74 głosy (73 własne + Bob „kowboj” Katter). Ciekaw jestem jak sprawy dalej się potoczą, bo wczoraj niezależny łobuz Windsor powiedział, że warunkiem jego poparcia dla rządu jest rezygnacja z nowego podatku od kopalin, a dzisiaj minister finansów wymienił ten podatek jako jeden z priorytetów rządu. Zapowiada się wesoła kadencja.
Pozostaję jednak przy cichej nadziei, że nie będę musiał tu za często o polityce pisać i skupię się na ciekawszych sprawach.
Poza tym liczę, że teraz, gdy uśmiech premier Julii jest już mniej fałszywy niż ostatnio, to i wiosna sobie o nas przypomni i przyjdzie wreszcie, nie tylko w kalendarzu, ale i za oknem. Zima nam się znudziła już…
PS
Ze sportu: w Krakowie Socceroos pokonali reprezentację Polski 2:1 w meczu towarzyskim. Jakoś się nie cieszę z tego wyniku.
Przemek, 1 wrz 2010. Wiktoria
Poranek w Sovereign Hill przywitał nas chłodny i pochmurny. Jednak na pogodę nie wypadało narzekać: był to jeden z nielicznych w tej zimy dni gdy w Ballarat nie padał deszcz. Tegoroczna deszczowa zima przyjmowana jest przez wiktorian z radością, a przez mieszkańców miast położonych w głębi lądu australijskiego (jak właśnie Ballarat) z radością szczególną: zakończyła się kilkuletnia susza, a na pola złotonośne spadło najwięcej deszczu od 33 lat!
Poranek jest jednak cichy, na ulicach pustki. Nawet jak na Australię o godzinie 9 rano w niedzielę jest tutaj za cicho:

Wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki o 10-tej. O tej bowiem godzinie otwierana jest kasa biletowa skansenu Sovereign Hill i na uliczki zabytkowego miasteczka wlewa się tłum turystów oraz robiących atmosferę statystów.



starsi panowie dwaj
Czytaj dalej »