2009 Marzec | Melbourne. Dobre miejsce na wioskę

Wyjedź do Australii. Blog Moniki i Przemka, czyli Australia z perspektywy mieszkańca.RSS wpisów RSS komentarzy

Marzec 2009- archiwa

Rodzinnie

Na ostatnią Formułę 1 nie miałam zbytnio ochoty. Pędzące mechaniczne konie jakość mnie nudzą, ale jako że był to wypad rodzinny to się na niego zmobilizowałam. Niestety w nocy złapał mnie jakiś wirus i na wieczorne szaleństwa na torze nie byłam stanie jechać do miasta. Nie żałuję tego, bo do tej pory Kubica nigdy nie dojechał do mety w Melbourne. Co prawda jest coraz jej bliżej z roku na rok, ale zawsze z toru wypada.

W ramach prewencji rozprzestrzeniania się wirusa gardłowego, wszystkie buziaki zostały zabronione lub zastąpione przesyłaniem buziaków za pomocą ręki i przytulaniem. Wieczorny efekt tego jest, że słyszę codziennie zapewnienia, że „jestem najlepszą z mam” i niecierpliwe pytania: „kiedy do końca wyzdrowieję?” Fajnie jest mieć dzieci…. i męża ;)

Komentarze (2)

Wojownicy i ogrodnicy

3 okrążenia do końca i znów kraksa! Mam na myśli Roberta Kubicę oczywiście. Ktoś mógłby powiedzieć, że szkoda, że nie próbował tylko dowieźć tego trzeciego miejsca. Ja jednak myślę, że Robert jest wojownik i to dobrze wróży na przyszłość.

Dla naszych dzieci dzisiaj i tak większą atrakcją niż F1 była jazda pociągiem i tramwajem. Dzieci ze wsi odwiedziły miasto hehe. Tak tak, na takie luksusy jak pociąg i tramwaj nie każdego co dzień stać, ciągle tylko auto i auto.

Co innego jest jednak dzisiaj ciekawsze. Ostatniej wiosny wykarczowaliśmy (rękami mojego Taty) w naszym ogrodzie ostatni kawałek „dżungli”. Odkryliśmy przy okazji 2 drzewka owocowe, wcześniej przytłumione chwastami. Pierwsze było łatwe, bo mandarynka miała nawet kilka owoców. Drugiego jednak nie rozpoznałem. Dzisiaj owoce są już dojrzałe. Są niewielkie i najwyraźniej jadalne (sprawdzałem wczoraj i wciąż żyję). Ktoś mnie oświeci co to za owoc?

Komentarze (10)

Zamiast godziny dla Ziemi

Na zewnątrz +35 st.C, nic specjalnie dziwnego w Australii. Wchodzisz do biura, a tam +19 st. C. Klimatyzacja! Wynalazek!

Dla mnie to dość sympatyczna temperatura, ale jakaś połowa ludzi w biurze ubiera sweterki. W środku lata w najgorętszy dzień, na dworze ukrop, a oni w swetrach siedzą! A potem wstaną zza biurek, wsiądą do swoich Holdenów i Falconów 4 litrowych i pojadą do domów średnio 30 km/h.

Nie chcę słuchać o żadnej „godzinie Ziemi”, bo to urąga zdrowemu rozsądkowi. Takie akcje służą chyba tylko dla uspokojenia sumienia znudzonych życiem Ozich, którzy chwilowo nie mają większych problemów na głowie, a rzeczywiście podjąć jakiegoś wysiłku to im się zwyczajnie nie chce.

Komentarze (7)

Formuła 1 – piątkowy trening

Poniżej krótki filmik z drugiego piątkowego treningu przed wyścigiem Formuły 1. W tym roku organizatorzy robią ukłon w kierunku Europy i wyścig zacznie się o godz. 17 (w Polsce 8 rano). Ten trening był o podobnej godzinie i nie zapowiada to dobrej zabawy: słońce jest już nisko i świeci prosto w oczy widzów zgromadzonych na balkonie biurowca. Ciekawe czy nie będzie świeciło w oczy kierowcom F1.

Warto włączyć głośniki.

Komentarze (4)

Studia w Australii – „kwiatki” (1)

Postanowiłem, że od czasu do czasu wstawię tutaj „kwiatki”, serwowane w sieci przez niektórych agentów „edukacyjnych”. Dzisiaj na tapecie firma XXX*. Poniżej cytaty ze strony.

-”PRACA. Tylko nauka w Australii daje możliwość legalnej pracy i sfinansowania kosztów pobytu.

komentarz: Nie tylko nauka! W Australii istnieje rozbudowany program migracyjny, dający szereg możliwości osiedlenia się. Wiza studencka jest tylko dla tych, którzy nie mają szans na inny typ wizy i mają wystarczająco dużo samozaparcia żeby na wizie studenckiej przetrwać.

-”System australijski jest tak skonstruowany, aby pracując można było spokojnie się utrzymać.”

komentarz: student pracując legalne 20h na tydzień NIE JEST W STANIE opłacić wszystkich kosztów utrzymania oraz szkoły. Wszyscy znani mi studenci należą do jednej z 2 grup: mają spore oszczędności z Polski lub pracują więcej, znacznie więcej niż 20 h na tydzień (w domyśle: łamiąc warunki wizowe).

- „NAUKA. Uczysz się i pracujesz podczas nauki na pół etatu ( 20 h w tygodniu ). Podczas wakacji odpoczywasz lub pracujesz na pełen etat :) ))”

komentarz: podczas wakacji pracujesz ile sił, bo wtedy wolno ci legalnie pracować więcej niż 20 h na tydzień.

*nazwę usunąłem, żeby nie robić firmie niezasłużonej reklamy. W razie czego służę informacją via e-mail, ale uważać radzę na wszystkich, bo pieniążki niestety ale nie śmierdzą.

Komentarze (36)

Wypijmy za błędy

Australia nie przestaje mnie zdumiewać… ale od początku.

Pamiętacie posła Dykę? Wsławił się tym, że na kluczowym posiedzeniu Sejmu I kadencji zachciało mu się kupę akurat w momencie gdy głosowano wotum nieufności dla rządu pani Suchockiej (przynajmniej taka była oficjalna wersja). Rząd upadł 1 głosem, a kolejne wybory ekipa rządowa sromotnie przegrała. To było w roku 1993 w Polsce.

*  *  *

To było małe wprowadzenie dla lepszego uchwycenia kontekstu.

Wczoraj australijski parlament federalny stał się widownią walki o drinki w puszkach, tzw. alcopops (pisał o tej sprawie niedawno Harom). Okazało się bowiem, że rząd, który podatek pobiera już od ładnych paru miesięcy, potrzebuje jeszcze zatwierdzić sprawę do końca ustawowo. W niższej izbie Partia Pracy ma spokojną większość, ale w Senacie musi za każdym razem robić ukłony w stronę mniejszości.

Tym razem na drodze stanął senator z tutejszej wersji LPR, czyli partii „Family First”, stwierdzając że rząd chce podnieść podatek nie dla ukrócenia alkoholizmu, ale dla napchania państwowej kieszeni. Testem dobrych intencji rządu miał być jego zdaniem zakaz reklamowania alkoholu w czasie imprez sportowych. Dawał nawet rządowi 3 lata na przygotowanie się do tego kroku.

Chyba trafił w czuły punkt, bo alkoholizm alkoholizmem, a pieniądze nigdy nie śmierdzą. Krótko mówiąc rząd nie zgodził się na ten warunek. Senator Fielding zapowiedział więc, że obali ustawę.

Jak powiedział tak zrobił. Nadeszło głosowanie, na tablicy wynik i co? Okazuje się, że ustawa PRZESZŁA, jednym głosem. Jeden z senatorów opozycji nie był obecny na głosowaniu. Znaleziono go natychmiast. Tłumaczył się gęsto, że przeprasza, ale znów zapomniał zabrać telefonu z pokoju, a w dodatku był w kluczowym momencie gdzieś na schodach i nie słyszał dzwonka wzywającego na głosowanie.

Powiedzielibyśmy, że klops w stylu posła Dyki. Nie w Australii!

Opozycja poprosiła natychmiast o powtórzenie głosowania. Panuje bowiem niepisana, ale bardzo dobra zasada, że jeśli głosowanie nie odzwierciedla woli Senatu to powinno zostać powtórzone.

I co? Głosowanie powtórzono, zagubiony senator zasiadł gdzie trzeba i rządowa ustawa PRZEPADŁA (słusznie zresztą)! Wygląda na to, że drinki w puszkach lada dzień stanieją.

A łyżka na to: niemożliwe!

Komentarze (8)

Czy warto przenieść się z Wysp do Australii?

…czyli krótka seria: pytanie – odpowiedź:

- Mieszkam od kilku lat w UK. Mam już dosyć ciągłej mgły i mżawki. Warto się przenosić do Australii?
- Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć. Jednym Australia się podoba i żyć bez niej nie mogą, a inni tracą złudzenia tuż po wylądowaniu i już nigdy nie potrafią tu się odnaleźć. Jeśli cię na to stać to najlepiej przyleć najpierw do Australii jako turysta i zobacz czy ci się podoba. To oczywiście nie daje gwarancji, bo inne jest życie turysty, a inne życie mieszkańca, ale jakieś wyobrażenie można dzięki takiej wyprawie mieć.

- Co mam zrobić żeby móc zamieszkać w Australii?
- Przede wszystkim musisz pamiętać, że Australia, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, nie jest w Unii Europejskiej. Nie można tu po prostu Czytaj dalej »

Komentarze (10)

Cudowny marzec

Marvellous March (cudowny marzec). Tak się oficjalnie nazywa ten miesiąc w Melbourne.
Rzeczywiście jest to chyba najlepszy okres w roku. Pogoda jesienią się wyraźnie stabilizuje, jest wciąż sucho i słonecznie, ale już nie tak gorąco, bo w okolicach +28 st.C tylko.

Na marzec przypada też szereg ciekawych wydarzeń: rozpoczyna się sezon footy, w Albert Park pojadą bolidy F1, a poza tym całe miasto wypełnione jest tysiącem festiwali i imprez tak, że czasami z nadmiaru opcji trudno wybrać coś dla siebie. Jutro np. ma się odbyć koncert „dla pogorzelców”, w którym ma wystąpić po długiej przerwie obecny minister środowiska, a kiedyś wokalista znanej grupy rockowej Midnight Oil: Peter Garrett.

W drugi poniedziałek marca (w tym roku 9/03) w Wiktorii przypada też Święto Pracy (Labour Day, każdy stan ma swój własny termin tego święta), więc DŁUGI WEEKEND. W Melbourne odbywa się w tym czasie „Moomba Festival” z kolorową paradą i fajerwerkami. My na tę okoliczność ewakuowaliśmy się na 3 dni pod namiot na Wybrzeże Surferów do uroczego miasteczka Torquay, przez co ponownie ominęła mnie „przyjemność” przeżycia mini-trzęsienia Ziemi (4.7 w skali Richtera).

W australijskich mediach dyżurny temat to teraz recesja. Z jednej strony to dobrze, bo poprzednio gadali tylko o zmianach klimatu, ja tego nie trawiłem. Z drugiej strony różnica między recesją a depresją jest rzekomo taka sama jak między faktem, że zwolniono twojego znajomego, a możliwością, że sam zostaniesz zwolniony. Atmosfera więc jakby się troszkę popsuła.

Z „dobrych” wiadomości to mamy dostać w końcu prawie 2 tysiące z pakietu stymulującego gospodarkę. Nie wiem co Monika zrobi ze swoją kasą, ale ja swoją mam zamiar w skarpetę schować ;) .

W pracy na szczęście nic o zwolnieniach nie słychać, ale nie mam się co pocieszać, bo jeśli będzie słychać to dowiem się o tym ostatni.

Zapowiedziano za to kolejne darmowe szczepienia na grypę (znaczy: sponsorowane przez firmę). Raczej nie będę się jednak szczepił, bo człowiek powinien trochę pochorować żeby być zdrowym. Co o tym sądzicie? Warto się zaszczepić?

 

Plaża w Point Lonsdale

Plaża w Point Lonsdale

Czytaj dalej »

Komentarze (8)

Auckland

Gdybym przypadkowo znalazł się na przedmieściu Auckland i miał powiedzieć czy to: a) Auckland, b) Sydney, c) Melbourne, to wątpię czy bym podał od razu prawidłową odpowiedź. Największe miasto Nowej Zelandii bardzo przypomina australijskie stolice i z pewnością Ozi nie czują się tam zagranicą.
Małe i ładne centrum biurowe (City) i setki otaczających dzielnic mieszkalnych, złożonych z jednorodzinnych domków.

Za to panorama miasta jest bardzo charakterystyczna:

panorama Auckland, Nowa Zelandia

Swoim położeniem nad zatoką-portem Auckland przypomina młodszego brata Sydney. Gdyby zamiast portowych żurawi postawić coś podobnego do Opery to ho-ho! Klimatem jest podobno bardziej zbliżone do Melbourne i też się chwali, że może mieć 4 pory roku jednego dnia.

Jedna rzecz jest całkiem inna niż w Australii: Auckland zbudowano na wulkanach (w imponującej liczbie 50 sztuk) i geolodzy twierdzą, że wcale nie wygasłych. Ostatnia erupcja miała miejsce 600 lat temu, a podobno średnio wybucha coś co 1000 lat. Kiedy znów coś wybuchnie i z jaką siłą? Nikt tego nie wie, coś jak rosyjska ruletka.

Auckland było ostatnim przystankiem w naszej podróży po Nowej Zelandii. Pewnie wybierzemy się tam jeszcze kiedyś, ale tym razem na Wyspę Południową. Obiecuję, że przygotuję jeszcze osobną galerię zdjęć z Nowej Zelandii, z obrazkami trochę większymi niż te tutaj załączone. Czytaj dalej »

Komentarze (8)

Maori

Z punktu widzenia współczesnej kultury (anglosaskiej) Nowa Zelandia nie różni się od Australii więcej niż np. Wiktoria od Queensland (to moje zdanie). Jeśli jednak spojrzeć na kulturę pierwotnych mieszkańców to oba kraje dzieli przepaść.

Początki wypraw Europejczyków do obu krajów były nawet podobne: uznano je za niezdatne do zamieszkania. O ile jednak Australia wydała się krajem pustynnym, a Aborygenów potraktowano jako część lokalnej fauny to Nowa Zelandia przywitała przybyszów wręcz bojowo.

Maorys, Whakarewarewa, Rotorua

Pierwsza dotarła w XVII w. holenderska wyprawa Abla Tasmana, przez przypadek przywiana przez wiatr. Nikt z załogi nie postawił nawet nogi na wyspach, bo Maorysi zaatakowali próbujące lądować łodzie i zabili czterech marynarzy Tasmana. Ten wiele nie myśląc zwinął żagle i odpłynął sądząc, że był właśnie u wybrzeży Ameryki.

Lepiej powiodło się ponad 100 lat później Jamesowi Cook’owi, który wylądował na Nowej Zelandii i nawet podobno zatknął gdzie trzeba brytyjską flagę. Również jemu przytrafiła się jednak potyczka z Maorysami, po której kilku marynarzy zostało… zjedzonych przez tubylców. Zresztą sam Cook też został wkrótce zjedzony przez krewniaków Maorysów na Hawajach.

Maorysi uchodzą za lud, który stawił kolonizatorom brytyjskim najsilniejszy opór. Kto wie jak potoczyłaby się ich historia gdyby nie fakt, że Czytaj dalej »

Komentarze (6)

  • RSS
  • Newsletter
  • Facebook

Switch to our mobile site