2008 Październik | Melbourne. Dobre miejsce na wioskę

Wyjedź do Australii. Blog Moniki i Przemka, czyli Australia z perspektywy mieszkańca.RSS wpisów RSS komentarzy

Październik 2008- archiwa

Hong Kong

Jako stary internetomaniak znalazlem dostep do sieci na lotnisku w Hong Kongu (darmowy). Polskich znakow za to brak.

Jestem trzeci juz raz w Hong Kongu i ani razu nie widzialem miasta :( . Ostatnio to bylo 7 lat temu (niemal dokladnie!) i jakos dzisiaj lotnisko wydaje mi sie wieksze niz poprzednio.

Rozsmieszyly mnie „palarnie” lotniskowe. Sam nie pale i nie lubie wachac, ale to co sie dzisiaj wyczynia z palaczami to przechodzi ludzkie pojecie. Ogromny pusty hol, a w srodku mala oszklona budka wypchana gesto ludzmi spragnionymi „ozywczego” dymka. Szkoda, ze nie mam ze soba aparatu.

Do odlotu 1,5 godziny, ide pozwiedzac jeszcze lotnisko.

Komentarze (6)

Melbourne City

Melbourne City, choinka na City Square
Boże Narodzenie w Australii zaczyna się w październiku. Przynajmniej na City Square.

Melbourne City, rzeźby
Główna nagroda w kategorii ”pomnik/rzeżba”

Hook turn
Bezapelacyjnie największe dziwactwo ruchu drogowego, kto wie czy nie na całym świecie. „Hook turn”, nawet Melbournianie z przedmieść się go boją, Australijczycy z innych miast mówią o tym znaku zawsze z przerażeniem.

Czytaj dalej »

Komentarze (6)

Kacka Dziwacka

Małe dzieci seplenią, normalka. Najpierw się cieszymy, że w ogóle coś mówią, potem twierdzimy, że są jeszcze małe i mają prawo seplenić.

Do jakiego wieku dziecko może seplenić? 5 lat? 6 lat? Dla nas sygnał alarmowy wybił gdy Ewa miała 5,5 roku i wciąż sepleniła. Słuchaliśmy przecież nagrań Arki Noego i tam dzieci w jej wieku mówią i śpiewają wspaniale. Potem jeszcze przeczytałem książkę Andrzeja Chciuka „Emigrancka opowieść” i dotarło do mnie, że na emigracji jest trudniej i jeśli nad tym nie popracujemy to dzieci będą sepleniły już zawsze. To nie żart, kto zna realia emigracyjne to wie o czym mówię: niestety większość dzieci emigrantów po polsku sepleni i tak im zostaje na zawsze.

Zaczęliśmy więc pracę. Na początku próbowaliśmy uczyć wymowy szumiących głosek („Szary szal!”) i „r” (trzeba powtarzać „tydydynka”, dzięki Eskimos, pomysł wyborny). Po krótkim czasie doszliśmy do takiego stanu, gdy Ewa potrafiła każde słowo wymówić poprawnie, ale gdy mówiła pełnymi zdaniami to wciąż sepleniła.

Zaczęła się orka. Postanowiliśmy każde jej zdanie poprawiać. Każde.
Ewa: – Tato, jaka piękna lalecka, jak księznicka.
Tata: – Ewa powiedz: laleczka jak księżniczka.
Ewa: – Laleczka jak księżniczka.

To trwało kilka tygodni. Przyznaję, że miewałem chwilę zwątpienia, czy dziecko po prostu nie przestanie z nami rozmawiać. Jednak wytrwałość przyniosła sukces i to szybko. Ewa zaczęła mówić normalnie, jak każde polskie dziecko w jej wieku. Jesteśmy z niej dumni.

Aż w końcu zapisaliśmy ją na zajęcia jednego z dziecięcych zespołów pieśni i tańca w Melbourne (polskiego). Ewa wraca z zajęć i śpiewa sobie:

Ewa: – „Nad zecką, opodal ksacka, mieskała Kacka Dziwacka…”
Mama: - Ależ Ewuniu, jak Ty śpiewasz, przecież umiesz już ładnie mówić?
Ewa: – Mamo, śpiewam, bo inne dzieci też tak śpiewają.

Masz ci los!

Komentarze (6)

Tu na razie jest ściernisko, ale będzie…

Dziadek był u nas krótko, ale za to popatrzcie co po sobie zostawił na naszym ogrodzie:

Australijczycy mówią na to „cubby house”; Domek stał na innym ogrodzie, ale właścicielowi nie był już potrzebny. Monika znalazła go na eBayu i kupiła, a Tata z moją pomocą rozebrał go na części pierwsze (no, powiedzmy: drugie), staruszka Mazda (z przyczepką) przewiozła i Tata zmontował wszystko od nowa u nas. Kolorystyka w całości naszego autorstwa. Obliczyliśmy sobie, że domek jest wystarczająco duży żeby wyeksmitować do niego kogoś kto np. nadmiernie chrapie… Izolacja przed zimnem nie odbiega od australijskiej średniej dla domu mieszkalnego.

Komentarze (3)

Technikalia nowego bloga

Poprzednią stronę jaką stworzyłem sam pisałem własnoręcznie w HTML używając notatnika i było to ładnych parę lat temu (cholibka, stary się robię).  Ja nie miałem potem czasu ani ochoty na pisanie kodów źródłowych, a Onet był dość wygodny w użytkowaniu i wykonywał sam kawał roboty promocyjnej bloga.

Minęło jednak kilka lat i technologia się zmieniła. Tzn. HTML jest wciąż w użyciu, ale pojawiły się darmowe narzędzia, dzięki którym sporej części programistów grozi bezrobocie. I takiego właśnie narzędzia użyliśmy do stworzenia nowego własnego bloga. Lista narzędzi (w hołdzie ich twórcom) na końcu tej notki.

Mapa gości. Najbardziej w nowym blogu podoba mi się to, że mogę podejrzeć skąd do nas goście przychodzą. Zresztą sami to możecie zobaczyć na mapce po lewej stronie ekranu (trzeba na nią kliknąć).

Przestrzeń dyskowa. Blogi Onetu z 15MB przestrzeni zostały chyba przygotowane specjalnie pod „bl0gaski” i „wzory na paznokciach” i nawet fakt, że dodano nam ekstra dodatkowe 15MB wiele nie zmienił. Każde zdjęcie musiało przejść przez drobiazgową kontrolę wielkości przed publikacją, a i tak miejsce wyczerpywało się szybko. Tutaj tego problemu długo nie będzie.

Reklamy. Jak pewnie widzicie wciąż są, ale tym razem o ich zawartości nie decyduje firma Onet, ale firma Google. Podobno również my mamy coś z tego mieć (program Adsense), ale z tego co widzę przy obecnych stawkach to za jakieś 100 lat zarobimy na waciki. Trzeba by pójść w „komerchę” żeby zarobić.

Reklama jest rzekomo kontekstowa, czyli dobierana automatycznie na podstawie treści strony. Doszły mnie już słuchy, że u czytelników w Polsce pojawia się jakaś idiotyczna reklama „cudownego medalika”. Z góry prosimy o wybaczenie, bo nasz wpływ na zawartość reklam jest jednak znikomy. Jakby ktoś jednak dojrzał tam jakąś reklamę np. partii socjalistycznej to proszę o sygnał, bo co za dużo to niezdrowo ;) .

Komentarze. Żal mi trochę onetowego „drzewka komentarzy”. Przyjrzę się wtyczkom do WordPressa i jeśli znajdę coś podobnego to zaimplementuję u nas.

Na koniec obiecana lista narzędzi:

Czytaj dalej »

Komentarze (7)

Morwell – wizyta na odkrywce

Mój Tato spędził parę lat życia przy remontach koparek w kopalniach węgla brunatnego w Polsce. Nie jest więc specjalnie dziwne, że gdy dowiedział się iż duże zagłębie węglowe jest tuż koło Melbourne to chciał je odwiedzić.

Okazuje się, że jak zwykle w Australii: dla turystów wszystko. Kombinat węglowo-elektrowniany organizuje wycieczki z przewodnikiem po odkrywce i po elektrowni (dla chętnych link tutaj). A ponieważ od nas to rzut beretem…


Wyświetl większą mapę

…to pojechaliśmy we dwóch w piękną wrześniową sobotę do Morwell w stanie Wiktoria.

Zdjęć samej kopalni i elektrowni nie zrobiliśmy, bo nie wolno było mieć ze sobą aparatu (nawet w torbie schowanego). Wnioski Taty były takie, że węgiel jest w Morwell łatwo (znaczy: płytko) dostępny i jest go naprawdę dużo. Praktycznie 100% wydobycia zużywają stojące tuż nad dziurą elektrownie (byliśmy w Lou Yang 1). Poniżej kilka zdjęć z okolic kopalni.

Czytaj dalej »

Komentarze (4)

Baby boom

Kaczka i kaczątka

Kaczka i kaczątka

Kangurzyca i Maleństwo pod Wiszącą Skałą

Kangurzyca i Maleństwo pod Wiszącą Skałą

Komentarze (6)

Galeria: Wiktoriańskie plaże

Na początek sezonu plażowego w Melbourne okolicznościowa galeria zdjęć z wiktoriańskich plaż. Zapraszam.

Proszę też o opinie nt. tego nowego sposobu prezentacji zdjęć, bo nie jestem do niego przekonany. Zdjęcia są większe i lepszej jakości, ale za to przeglądanie galerii trwa znacznie dłużej.

Miłego oglądania.

Czytaj dalej »

Komentarze (9)

Blog pod nowym dachem

Ta decyzja dojrzewała od dość dawna. Dzisiaj staje się faktem: przenosimy się z blogiem z gościnnego Onetu (do którego będziemy wciąż może wpadać czasami) pod własny dach. Wszystkich czytelników prosimy więc o przekierowanie linków na nowy adres:

www.LiveDownUnder.info

Na razie jest tu trochę surowo, ale możliwości dużo, a tematów też z pewnością nie zabraknie. Proszę więc zaglądać. Będziemy również wdzięczni za wszelkie uwagi nt. wyglądu i zawartości strony.

Komentarze (11)

  • RSS
  • Newsletter
  • Facebook

Switch to our mobile site