Portland to miasteczko położone w zachodniej części stanu Wiktoria (proszę zerknąć na mapkę, która powinna wyświetlić się w prawej kolumnie strony). Historycznie jest to bardzo ważne miejsce, bowiem tutaj zaczęła się w 1834 roku kolonizacja stanu Wiktoria, a miasto jest starsze niż jej stolica, Melbourne.

Portland należy do tego rodzaju miejsc, jakie ostatnio lubię w Australii najbardziej: zagranicznych turystów tutaj nie uświadczysz, bo rzadko który przewodnik wspomina o istnieniu tego miasta, a jeśli już to tylko małym druczkiem. Nawet lokalnych odwiedzających nie jest zbyt wielu, a i imigranci nie rzucają się nadmiernie w oczy. W miejscowym kościółku zostaliśmy z mety wypatrzeni przez autochtonów* jako osoby spoza parafii. Podeszła do nas starsza pani, zwyczajnie żeby zapytać skąd jesteśmy i co tu robimy. Ona, jak mówiła, mieszka w Portland już 40 lat, więc jest „prawie tubylcem”.

na zdjęciu armata na Ruskich w Portland
To nie żaden żart, to JEST armata na Ruskich. Jak tu nie kochać Australii?
Życie w takich małych australijskich miasteczkach mnie nieustannie fascynuje (co nie znaczy, że chciałbym tam zamieszkać). Jedna główna uliczka handlowa, przy niej 2 supermarkety, szpital, 3 hotele (puby), siedziba rady hrabstwa, 4 kościoły różnych wyznań, szkoła, kilka sklepów i restauracji i to już prawie wszystko. Resztę stanowią dzielnice mieszkalne oraz szereg hoteli/pensjonatów, często ulokowanych w starych, przepięknych XIX-wiecznych domach (z czego sami chętnie skorzystaliśmy).
Miasto zamieszkałe przez niecałe 10 tys. osób jest siedzibą hrabstwa (odpowiednika polskiej gminy) powierzchnią przekraczającego połowę województwa świętokrzyskiego. Krótko mówiąc: daleko od świata, cisza, spokój, a psy szczekają d…pami.

Przy tym wszystkim zachowane są wszystkie atrybuty cywilizacji: policja wlepia mandaty za złe parkowanie i przekroczenie prędkości o 5 km/h, domki ładne (przy każdym zaparkowany wielki Holden lub Ford), podwórka zadbane. Jest nawet kryty basen i obowiązkowe boisko do footy/krykieta (w zależności od pory roku).

Co robią ludzie w takim miejscu? Otóż o dziwo jest tutaj zlokalizowana huta aluminium! Oprócz tego, że daje ona pracę kilkuset mieszkańcom miasta to fatalnie psuje krajobraz portu hałdami boksytu i urządzeń do jego transportu. Dla mnie, osoby wychowanej w sąsiedztwie legendarnej polskiej huty aluminium, przez lata całe słynącej z emisji fluoru, któremu całe moje pokolenie zawdzięcza słabsze kości, sprawa jest nader interesująca. Okazuje się jednak, że australijska huta, wybudowana w latach 80-tych XX w., nie emituje nadmiernie tego szkodliwego fluoru. Konsumuje za to ogromne ilości energii elektrycznej (razem z drugą hutą z Geelongu pobiera ok. 30% całej stanowej konsumpcji prądu) i z tego powodu uznawana jest przez wszelkiej maści zielonych, zielonkawych i innych wyznawców klimatyzmu za głównego truciciela w Wiktorii.

Prąd do huty w lwiej części dostarczany jest przez elektrownie węgla brunatnego z Gippsland, ale w pewnej części również ze źródeł odnawialnych, czyli wiatraków. W pobliżu Portland zlokalizowana jest bowiem ogromna farma wiatrowa (wind farm). Z tą farmą też jest ciekawa sprawa polityczna. Otóż tak samo jak zieloni nie cierpią elektrowni węglowych, tak liberałowie nie lubią wiatraków stawianych w parkach narodowych. Ja ten punkt widzenia w dużej mierze podzielam, bo krajobraz szpeci to strasznie. Jak rozwiązać ten spór? Liberalny rząd Wiktorii znalazł rozwiązanie szybko: nowe wiatraki wolno stawiać tylko z daleka od parków narodowych.
W czym więc problem? Otóż w tym, że większość wybrzeża to parki, a zgadnijcie gdzie najmocniej wieje wiatr? Właśnie. Można więc się spodziewać, że reguły znów ulegną zmianie po kolejnym przesileniu politycznym w naszym pięknym stanie i pewnego dnia zobaczymy śliczny wiatrak na tle Mount Oberon lub któregoś z Apostołów (tam zawsze mocno wieje).

My tymczasem obeszliśmy pieszo okoliczne parki, a ja starałem się usilnie zrobić parę zdjęć bez udziału wiatraków. Poniżej zauważycie, że w niektórych przypadkach to się udało.
Czytaj dalej »
Tagi: aluminium, farma wiatrowa, farmy wiatrowe, farmy wiatrowe w australii, historia australii, historia melbourne, odnawialne źródła energii, Portland, wiatraki, Wiktoria